|
Aby napisać cokolwiek musi być coś, co zainspiruje. Jakiś motyw, myśl genialna, piękny widok, albo...kosz na śmieci. Ostatnio wybrałam się na spotkanie stowarzyszenia. Nie byłoby oczywiście w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie drobny incydent, który wydarzył się przed dotarciem na wspomniane zebranie i uzyskał miano inspiracji, która popchnęła mnie do napisania tego krótkiego tekstu.
Historia przebiegała w sposób następujący: na miejsce dojechałam jakieś 10 minut wcześniej. Zaparkowałam samochód, ogarnęłam jego wnętrze wzrokiem i zauważyłam stertę biletów parkingowych dumnie piętrzącą się gdzie popadnie. Dokonując w myśli skomplikowanych zabiegów matematycznych oceniających ile czasu zajmie mi wyrzucenie papierków do kosza, postanowiłam mój wolny czas wykorzystać na wyprawę w celu odnalezienia tego jakże rzadkiego na naszych ulicach przedmiotu. Założyłam, że 10 minut powinno mi starczyć. Strategię obmyśliłam błyskawicznie. Ponieważ zaparkowałam w pobliżu przecznicy, poszłam, zatem wpierw w jej kierunku i zlustrowałam okolicę szacując prawdopodobieństwo, że kosz na śmieci będzie bliżej w tę stronę aniżeli w drugą. Następnie po żmudnych obliczeniach przywodzących na myśl licealne zadania z matematyki o białych i czarnych kulkach w worku i prawdopodobieństwie wyciągnięcia jednej z nich, zdecydowałam, ze jednak bliżej powinien być kosz w kierunku przeciwnym. Muszę dodać, że rzecz się działa na wyludnionej już ulicy Narutowicza, co nadawało akcji KOSZ niepowtarzalny klimat. Było już ciemno, właśnie zaczął padać śnieg. Padał coraz silniej, przy akompaniamencie świszczącego wiatru. W ręku kurczowo trzymałam zwitek biletów parkingowych obiecując sobie, że ZNAJDĘ obiekt moich poszukiwań, uporczywie powtarzając w myśli biblijny cytat „szukajcie a znajdziecie”. I gdyby tylko nie to przejmujące zimno... Poszukiwania trwały. Wbrew moim przewidywaniom kosza nie było ani na przystanku, ani pod sklepem spożywczym. Nie zniechęcało mnie to jednak. Co mi tam zimno, śnieg padający wprost za kołnierz płaszcza, przemoczone buty ślizgające się po skrzącym się w świetle księżyca (którego de facto widać nie było) lodzie! Kosz GDZIEŚ MUSI być. W najgorszym razie na Piotrkowskiej, a kto wie? Może już pod Empikiem? A nie! Zaraz! Pod Empikiem chyba nie ma. Tydzień temu chciałam cos tam wyrzucić i zdaje się ze akcja KOSZ musiała zostać przeprowadzona. A może jednak nie musiała...? Hmmm... jak to właściwie było...? Czas płynął. Doszłam do Kilińskiego. Stanęłam przy przejściu dla pieszych i rozejrzałam się z gasnącą z minuty na minutę nadzieją. I nagle...Alleluja!!! JEST! Stoi! Piękny, okrągły, granatowo – żółty, odmalowany! Jeszcze tylko przejść na drugą stronę...i już...! Światło wreszcie zmieniło swój kolor na zielony, a ja z poczuciem dobrze wypełnionej misji, oraz triumfującą miną wyrzuciłam bilety parkingowe. Na spotkanie oczywiście się spóźniłam... Zastanawiam się czy dodać jakiś komentarz do tej historii. Wnioski chyba nasuwają się same. Na pocieszenie pozwolę sobie zauważyć, że problem koszy na śmieci to nie tylko nasz, łódzki problem. To problem ogólnopolski! Kiedyś, gdy wracałam PKSem bodajże z Mazur na pewnym, kilkuminutowym postoju, nieopatrznie postanowiłam posprzątać wokół siebie i powyrzucać to, co się uzbierało od czasu, gdy ruszyłam z Giżycka. Akcja KOSZ zajęła mi tyle czasu, że autobus o mało nie odjechał beze mnie. Gdyby nie jakaś miła pani, która zauważyła moją nieobecność, pewnie mój bagaż znalazłby się w Łodzi na długo przede mną. Tak wiec, nie traćmy dobrego samopoczucia! Nie jesteśmy jedyni, nikt nie powie „znowu ta Łódź”, bo u nich jest to samo! Jest dobrze... Tylko nie wiem, czemu, gdy topnieją śniegi mam ochotę spakować walizy i wyemigrować. Być może, dlatego, ze biel śniegu, która jest bielsza od najbielszej bieli niknie, a wszelkie śmieci dotąd albo stapiające się z nim, albo przykryte warstwą jakże urokliwego puchu odcinają się od ziemi, której nie pokrywa jeszcze trawa i już nie pokrywają jesienne liście, wśród których zawsze można dyskretnie jakiś papierek ukryć (bo kosza na horyzoncie nie widać). Przecież i tak nikt nie zauważy... |