|
Wreszcie mamy piękną pogodę! Z zadowoleniem wzięłam mój rower, psa i poszłam pojeździć po okolicach niedaleko domu. Mieszkam na przedmieściach, w miejscu raczej urokliwym: niedaleko jest dość duży staw, płynie sobie mała rzeczka Sokołówka, jest lasek, dzikie wysypisko śmieci, dzikie złomowisko...
Ano właśnie... Okolica nie tyle jest urocza, co byłaby urocza, gdyby jej niektórzy mieszkańcy uświadomili sobie, że istnieje coś takiego jak kosz na śmieci. I że bynajmniej kosz na śmieci nie jest synonimem słowa „pobliski staw”, albo „łączka za płotem sąsiada”, czy „lasek”. I już nawet nie chodzi o to iż widok rdzewiejącego wiadra leżącego na środku czegoś co kiedyś było romantycznym oczkiem, zanim zostało zasypane przez stos butelek typu PET, razi moje poczucie estetyki. To oczywiście też. Nawet już mniejsza o to, że przez ten śmietnik okolica która mogłaby być atrakcyjnym miejscem spędzania majowego popołudnia przypomina raczej krajobraz po bitwie. Na tych aspektach skoncentruję się pewnie innym razem. Rzecz w tym, że ludzie potrafią wykazać się niewiarygodną pomysłowością, jeśli chodzi o zaliczanie rzeczy do kategorii „do wyrzucenia byle gdzie”. Przykład? Choćby taki drut kolczasty wyrzucony na łączce przy największym stawie w okolicy. „A skąd autorce tego tekstu do głowy przyszedł drut kolczasty?” spytają czytelnicy. Otóż stąd, że mój pies właśnie się w niego zaplątał. I tak szczęśliwie, że się nie udusił. Jak widać wyprowadzanie psów na spacer jest mocno ryzykowne. Jak tak dalej pójdzie, będę musiała kupić do domu kuwetę... Rozumiem jednak, że argument dotyczący zagrożenia piesków może przemawiać najwyżej do właścicieli tychże czworonogów. Puszczę zatem wodze fantazji i zastanowię się jaką jeszcze rolę mógłby odegrać drut kolczasty. Wyobraźmy sobie zatem mamę idącą na spacer ze swoim małym dzieckiem. Dziecko wbiega na łączkę i...trafia na naszego tytułowego bohatera... Miły spacer kończy się w szpitalu. Jakie urazy mogłoby doznać dziecko pozostawiam już wyobraźni czytelników. Artykuł, mimo wszystko, nie ma w tytule słowa „makabra”. Kolejny pomysł jaki przyszedł mi do głowy, to wizja rowerzysty który chcąc dojechać do stawu natrafia na drut, przebija oponę, przewraca się i niefortunnie ląduje na rdzewiejącym w stawie wiadrze, które rozcina delikwentowi w najlepszym razie pół nogi. Jak widać makabrycznych scenariuszy jest całkiem sporo. Wszelkie propozycje nowych mile widziane. Może kiedyś w Hollywood nakręca jakiś horror o morderczym drucie kolczastym;) Cały problem polega jednak na tym, iż drut kolczasty służy tu jedynie za przykład tego co kryje okolica. Mój znajomy po usłyszeniu tej historyjki przesłał mi zdjęcia jakie zrobił w okolicy. Na zdjęciach widoczne są butelki po kwasie solnym, które tam znalazł niedawno.  Mogłabym oczywiście teraz napisać co sądzę o nieodpowiedzialności ludzi wyrzucających takie odpady. Dla wywarcia jeszcze większego wrażenia mogłabym rzucić hasło iż każdy kto przyczynia się do stworzenia takiego wysypiska powinien czuć się odpowiedzialny za wszystkie wypadki, gdy np. dziecko weźmie do zabawy buteleczkę z dziwnym napisem HCl, gdy zaplącze się w drut kolczasty. Jednak myślę iż pewne fakty nie wymagają żadnego komentarza. Zamiast tego zamieściłam zdjęcia, które otrzymałam od znajomego. Ten problem dotyczy nas wszystkich. I to nie tylko tych, wybierających się w okolice Sokołówki. Podejrzewam, że takie rzeczy dzieją się wszędzie, gdyż związane jest to z przyzwoleniem społecznym na tego typu praktyki, oraz z bezkarnością śmieciarzy. W Polsce po prostu brak poczucia, iż jest się odpowiedzialnym za to co znajduje się już za płotem domu. Być może, czas już zacząć to zmieniać, bo to po prostu wstyd iż dajemy świadectwo takiej nieodpowiedzialności. Również milcząc. Jeśli znacie okolice równie zaśmiecone, opiszcie. |