|
O tym, gdzie ulokują się inwestycje, decyduje rynek pracy. Zauważyła to Łódź i rozpoczęła wojnę o pracowników.
Najcenniejsi są absolwenci wyższych uczelni. Dlatego w szczególności o nich walczy Wrocław. Odwiedza polskie uczelnie i zachęca młodych do przeprowadzki. Ale władze miasta zamierzają pójść dalej. Będą zachęcać do powrotu młodych Polaków, którzy wyjechali do Londynu i Dublina. Chcą spotykać się z nimi w kościołach, pubach oraz dyskotekach i pokazywać, co oferuje Wrocław. Poznań opracował właśnie promocję pod nowym hasłem: "Poznań. Tu warto żyć", a Katowice kuszą młodych mieszkaniami. - Stawiamy na rozwój TBS-ów - mówi Waldemar Bojaryn, rzecznik prezydenta Katowic. Swoich absolwentów doceniło Łódzkie. Jeszcze pół roku temu, gdy na tamtejszych uczelniach pojawili się przedstawiciele Wrocławia, miasto było dumne, że kształci dobrych specjalistów. Nikt nie martwił się, że się wyprowadzą. - Ważne, że będą mieć dobrą pracę - mówili włodarze. Dziś zmienili zdanie. Stworzyli program "Zostaję w Łodzi", który ma powstrzymać emigrację. - To cały system powiązań uczelni wyższych z inwestorami. Cel jest taki, by każdy absolwent miał pracę - mówi Krzysztof Makowski, wicemarszałek województwa. Łódzkie zamierza też pozyskać z Unii Europejskiej 1,6 miliarda złotych. Pieniądze będą przeznaczone na szkolenia. - Tworzone specjalnie pod potrzeby pracodawców - zaznacza Paweł Kozłowski, rzecznik WUP. Czy to wystarczy, by zatrzymać w Łodzi młodych? - Jeśli tu będzie praca i będą dobrze zarabiać, to nie będą chcieli wyjeżdżać - uważa wicemarszałek Makowski. Łódź zapowiada, że powalczy też o wykształconych pracowników z innych miast. Bo do tej pory miasto reklamowało się jako to, w którym jest najtańsza siła robocza (pensja niewykwalifikowanego pracownika wynosi tu średnio 1200 zł brutto, podczas gdy we Wrocławiu sięga 1700, a w Poznaniu nawet 1900 zł). Skutek jest, bo w Łodzi otwiera się dużo fabryk - w ubiegłym roku uruchomionych zostało 14 zakładów, najwięcej w całej Polsce. Duże firmy przyjeżdżają i proszą, by pokazać im łódzkie blokowiska. Oceniają, ile ludzi tam mieszka i jaki mają standard życia. A potem otwierają fabryki i oferują pracę za tysiąc złotych. To niebezpieczne dla miasta, bo osobom, które mało zarabiają, obniża się poziom potrzeb. Przestają myśleć, że można żyć inaczej i nawet nie próbują. I ci mieszkańcy nie rozwijają takich usług jak kina, kawiarnie czy puby. Dlatego Łódź zapowiada zmianę strategii. Będzie kusić młodych centralnym położeniem i swoją atrakcyjnością. Inwestycję w Polsce planuje informatyczna firma KPIT Cummings z Indii. Chce otworzyć centrum usług informatycznych i księgowych, zatrudni ponad 500 osób. Szansę mają Łódź i Wrocław. Oba miasta promują inwestorowi swoje uczelnie. - Przekazaliśmy całą analizę: liczbę ekonomistów i informatyków, wyjazdy na stypendia międzynarodowe, nagrody i wyróżnienia w świecie - mówi Teresa Białecka-Krawczyk z Urzędu Miasta Łodzi. To nie wszystko. Łódź chce pomóc w wyszkoleniu pracowników, którzy zasilą szeregi KPIT. - Inwestor za kursy nie będzie płacił - zaznacza dyrektor Białecka-Krawczyk. Wrocław, by zapewnić inwestorom najlepszych pracowników, stworzył właśnie system komputerowy, który będzie monitorował rynek pracy i prognozował, co będzie się na nim działo w ciągu najbliższych lat. Pokaże, jakie zawody są potrzebne i przyszłościowe, po jakich specjalizacjach absolwenci nie powinni mieć kłopotów ze znalezieniem pracy. - Będzie można dostosować programy nauczania i przygotować się na pytania inwestorów - mówi Paweł Panczyj, prezes Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej. Absolwenci nie powinni mieć kłopotów z pracą, ale nie mniej ważny cel to zadowolenia inwestorów. We wszystkich miastach samorządowcy spotykają się z rektorami uczelni. Politechnika Łódzka uruchomiła program "Dyplom dla przemysłu". Każdy przedsiębiorca, który chce skorzystać z pomocy młodych pracowników, ma do dyspozycji studentów wydziału mechanicznego. Ci wykonają dyplom pod potrzeby pracodawcy - uczelnia się na to zgadza, licząc, że absolwent dostanie ofertę zatrudnienia. Gazeta Łódź |