|
Największe dochody mają miasta, które potrafią wykorzystać atuty swojego atrakcyjnego położenia, stwarzają dobre warunki inwestorom, a mieszkańców zachęcają do działania.
Wśród polskich metropolii największy budżet w 2005 roku miała stolica. Do kasy Warszawy z tytułu m.in. podatków dochodowych, opłat i podatków lokalnych od nieruchomości czy subwencji budżetowych wpłynęło ponad 7,3 miliarda złotych. Oznacza to, że w przeliczeniu na jednego mieszkańca dochody wynoszą 4,3 tys. zł. W czołówce najbogatszych miast w liczbach bezwzględnych, tuż za Warszawą, znajdują się Wrocław i Kraków z budżetami wielkości ponad 2 mld złotych. Niewiele mniej, 1,9 mld zł, wynosiły dochody Łodzi, Poznania, który dysponował sumą 1,7 mld zł, i Gdańska, którego budżet zamknął się w kwocie 1,2 mld złotych. Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę liczbę mieszkańców, okazuje się, że po stolicy na drugim miejscu pod względem bogactwa znajduje się Sopot, liczący 40,5 tys. mieszkańców, a następnie 130-tysięczny Płock, których dochód wynosił ponad 4,1 tys. zł na osobę, a także 40-tysięczne portowe Świnoujście z wpływami w wysokości 3,4 tys. zł na mieszkańca. Pierwszą dziesiątkę miast na prawach powiatu zamykają Poznań i Opole, których dochód na jednego mieszkańca wynosił ponad 2,9 tys. zł. Pięć najbiedniejszych miast, z dochodami od 1,8 do 2 tys. zł na mieszkańca, znajduje się na terenie województwa śląskiego. Zarejestruj się i płać podatki Najbogatszą gminą miejską jest Krynica Morska. Jej dochód na jednego mieszkańca w 2005 roku wyniósł ponad 5,3 tys. zł. Spośród miasteczek (gmin miejskich) zaraz za Krynicą jest Karpacz. Jego władze mogą pochwalić się dochodami w wysokości 3971 zł na osobę. - Większe wpływy do kasy miasta zapewniło powstanie działu kontroli wpływów i wydatków - mówi Ryszard Rzepczyński, zastępca burmistrza. Gmina zachęca też osoby, które prowadzą nielegalną działalność noclegową, do zarejestrowania się i płacenia podatków. Dzięki temu ma dochody, a przedsiębiorcy mogą m.in. reklamować się na oficjalnej stronie miasta. Koniunktura na tę górską miejscowość zaczęła się w 2005 roku. - Henryk Gołębiewski kupił wtedy 15 ha, na których wybuduje centrum konferencyjne. W tym rokuinny inwestor chce zacząć budowę centrum rehabilitacyjno-sanatoryjnego - wymienia Rzepczyński. W Karpaczu jest obecnie ok. 400 bezrobotnych. Nowe inwestycje będą wiązały się z powstaniem kilkuset nowych miejsc pracy, a te z kolei z wpływami z tytułu podatków. Budżety gmin w dużej mierze zasilają też dotacje unijne. - Na budowę kanalizacji dostaliśmy ok. 4 mln euro - mówi zastępca burmistrza Karpacza. Dochód Łęknicy, miasteczka na granicy niemieckiej, wyniósł w 2005 roku 3944 zł na jednego mieszkańca. - Dzięki swojemu położeniu do Unii weszliśmy dużo wcześniej niż reszta kraju - mówi Jan Bieniasz, burmistrz miasta. W wyniku korzystnej lokalizacji mógł powstać tam jeden z największych targów na zachodzie kraju. Mieszkańcy zarabiają również, wynajmując kwatery. Okolica jest atrakcyjna turystycznie m.in. z uwagi na niemieckie sanatorium. Część lasów, w których się znajduje, leży po polskiej stronie granicy. - Wielu naszych mieszkańców zdecydowało się na założenie działalności gospodarczej, co z kolei podniosło wpływy do kasy miasta z tytułu podatków - wymienia Bieniasz. Koniec peletonu Wśród dużych miast Górnego Śląska są i najbogatsze, i najbiedniejsze. Do pierwszej grupy należą stolica województwa, Katowice (7. pozycja), oraz Dąbrowa Górnicza. Jednocześnie w tym regionie jest pięć najbiedniejszych miast. W Sosnowcu, Żorach i Świętochłowicach dochód na mieszkańca nie przekracza 2 tys. zł. Wszyscy starają się o ściągnięcie inwestorów, którzy będą płacić podatki i dadzą pracę. - W 2006 roku zamierzamy wydać 160 mln zł na inwestycje. To o 115 mln zł więcej niż w roku ubiegłym - twierdzi Kazimierz Górski, prezydent Sosnowca. Inwestorów, a razem z nimi wpływy do budżetu, starają się pozyskać Świętochłowice, których dochód na mieszkańca był najniższy w 2005 roku (ok. 1780 zł). Władze miasta prowadzą rozmowy z potencjalnymi zainteresowanymi. Bezrobocie sięga tu 27 proc. Bankruci nie płacą Jeszcze gorsza sytuacja jest w małych miastach, zwłaszcza w tych, w których upadły zakłady zatrudniające połowę dorosłych mieszkańców. Tak właśnie było w najbiedniejszej w Polsce gminie, śląskich Kaletach. - Zakłady celulozowo-papiernicze zatrudniały ok. 2,3 tys. osób, teraz zaledwie 300 - wyjaśnia "Rz" Józef Kalinowski, burmistrz miasta. Kaletańskie zakłady są w likwidacji prawie od 14 lat. W ciągu kilku lat miasto zamierza utworzyć specjalną strefę ekonomiczną na powierzchni ok. 8 ha. - Mógłby tam na przykład powstać park magazynowo-logistyczny - mówi Kalinowski. Razem z nowym inwestorem pojawią się płacone przez niego podatki. W dolnośląskich Pieszycach bezrobocie sięga 30 proc., dochód gminy na mieszkańca w 2005 roku wyniósł 1285 zł. - Statystyki swoje, a życie swoje - podsumowuje Norbert Twardy, zastępca burmistrza. Uważa, że w mieście wcale nie żyje się tak źle, jak na to wskazują liczby. Wiele osób znajduje pracę w sąsiednich miejscowościach. - Staramy się zachęcić przedsiębiorców m.in. najniższymi podatkami od nieruchomości w powiecie - deklaruje Twardy. W Pabianicach, gdzie dochód na jedną osobę w 2005 roku wyniósł 1325 zł, bezrobocie sięga 19 proc. - Upadły Pabia, Pamotex, problemy mają następni inwestorzy - wymienia burmistrz Jan Berner. Władze starają się im pomóc, by nie ubyło kolejnych miejsc pracy, m.in. zakładom mleczarskim umorzyły część zaległych podatków, a resztę rozłożyły na raty. Nie udało się pozyskać Ikei jako nowego pracodawcy. - Chciała u nas zainwestować, niestety, nie mieliśmy odpowiedniej działki - podsumowuje burmistrz. Trwają rozmowy z kolejnymi inwestorami. Rzeczpospolita |