|
Strona 1 z 7 Siedmioletni Krzyś buduje makietę miasta. Z zapałem klei kolejkę, drogi, domki. Złożony i pomalowany pociąg stawia na torach. Koniec pracy. Teraz można pomarzyć. Krzyś wyobraża sobie, że w tym stworzonym przez niego mieście żyją ludzie. Jeżdżą kolejką do pracy, nieźle zarabiają, są szczęśliwi. W myślach rozbudowując miasto, aby ludziom żyło się jak najlepiej.
Po kilkunastu latach Krzysztof nadal zastanawia się, dlaczego w jednym mieście żyje się łatwiej, w innym trudniej. Na pewno - stwierdza - w doskonałym mieście musi być lotnisko. Bo ludzie będą szczęśliwi, jak będą mogli szybko dostać się w każdy zakątek świata. A i firmy inwestować będą tylko w miastach, do których łatwo dotrzeć. 11-letni Paweł wsiada na rower i jedzie sprawdzić, czy w Łodzi jest lotnisko. Wiele słyszał o aeroklubie, jego tata poleciał kiedyś z Łodzi do Szczecina. A gdy trafił na sterty map zalegające na domowym regale, pas startowy nie był na nim zaznaczony. Chłopiec dojeżdża do Lublinka, potem przedziera się przez zarośla. Jest! - widzi pas. Zastanawia się nad jego długością. Już wie, że od tego zależy, jakie samoloty mogłyby w Łodzi lądować. Czy także te największe? Wyciąga dętkę i odmierza długość drogi startowej. Trafnie ocenia, że ma 1200 m. - Za mało. Trzeba powiększyć - rozważa. Marcin to rówieśnik Pawła. Samoloty go jeszcze nie interesują. Woli tramwaje, czym o ból głowy przyprawia rodziców i dziadków. Bo po szkole nie wraca prosto do domu, tylko urządza sobie tramwajowe wycieczki. Podobnie jak Paweł, Marcin trafił na domowe mapy. - Gdzie jest nasza kamienica - zapytał. A potem zauważył, że Łódź pokryta jest bardzo gęstą siatką tramwajowych szyn. - Można dojechać wszędzie - zachwycał się, planując trasę wycieczek. Od 10 roku życia już sam jeździ tramwajami, podróżując nawet liniami podmiejskimi. Kilkanaście lat później, Marcin jako student leci na stypendium do Portugalii. Żegna się z rodzicami i wyjeżdża na Okęcie, by stamtąd dostać się do Porto. - Jest zima, sypie śnieg - pamięta dobrze. Może właśnie przez to podróż autokarem z Łodzi do stolicy (120 km) trwa ponad trzy i pół godziny. Marcin w ostatniej chwili stawia się do odprawy. Ledwo zdążył. - Dlaczego w Łodzi nie ma lotniska - zaczyna się zastanawiać, obliczając, że podróż z Łodzi do Warszawy trwała tyle samo, ile lot do Porto. Roberta nie ma jeszcze na świecie gdy Krzysztof układa, wymyślone miasta, a Paweł mierzy dętką pas startowy. Robert w połowie lat dziewięćdziesiątych już wie - chce być kontrolerem ruchu lotniczego. Podziwia przelatujące nad domem samoloty, przez radio podsłuchuje rozmów z wieży lotów. Gdy ma 12 lat pisze list do dyrektora łódzkiego lotniska Lublinek: - Mam wszystkie wycinki z gazet o lotnisku i nagrane na video relacje telewizyjne. Marzę o zwiedzeniu portu. Czy to możliwe? - pyta. Dostaje zaproszenie. Z kolegami o lotnisku nie rozmawia. No bo kogo interesuje, jak szeroko musi być rozstawione oświetlenie na pasie, aby wylądował boeing i jakiej długości drogi potrzebuje do startu airbus.
|