spacer.png, 0 kB
Start arrow Archiwum przeglądu mediów arrow Ogólne arrow [Gazeta Łódź] Zmęczeni, spoceni, szczęśliwi
Czy wiesz, że...
W Łodzi znajduje sie największa prywatna uczelnia w Polsce - Wyższa Szkoła Humanistyczno-Ekonomiczna z ok. 20 tys. studentów.
spacer.png, 0 kB spacer.png, 0 kB

[Gazeta Łódź] Zmęczeni, spoceni, szczęśliwi Drukuj E-mail
Autor Piotr Anuszczyk   
poniedziałek, 15 maj 2006

Łódzki mBank maraton dostarczył w tym roku niezwykłych emocji. Na trasie pasjonujący pojedynek stoczyli biegacze z Ukrainy, Polski i Kenii. Wzdłuż całej trasy ustawili się kibice, których nie wystraszył nawet ulewny deszcz.

Maratończycy wystartowali spod hali Expo przy ul. Stefanowskiego punktualnie o godz. 9 rano. Mieli do pokonania dokładnie 42 km i 195m. W tym roku na starcie zameldowała się silna reprezantacja zagraniczna. Faworytami byli Kenijczycy - Emanuel Lagat (rekord życiowy 2 godz. i16 minut) oraz Chepsiror Vincent (2.22) - Liczymy na miejsca w pierwszej 3 - mówili na sobotnim Pasta Party. Nieoficjalnie dodawali, że mają zakusy na rekord maratonu 2.25.51 Jarosław Janickiego z 2004 roku. Pasta Party to sobotnie spotkanie przed biegiem. Uczestnicy jedzą wspólnie makaron i wzajemnie się poznają. Każdy mógł też skorzystać z porad Jerzego Skarżyńskiego, zawodnika i autora książek o bieganiu - Jeśli ktoś jeszcze nie wie to przypominam znane hasło, żeby przed chorobami uciekać na własnych nogach. Wszystkich, którzy w tym roku nie biegną zachęcam do startu za rok. Można dobrać dystans do swoich możliwości i startować np. 2,5 km. Zobaczcie jakie to fajne, jak wielką daję satysfakcję. Nie czekajcie tylko już dziś znajdźcie partnera, który będzie czuwał nad waszą dyscypliną i wspólnie biegajcie choćby dookoła parku - zachęcał.

Ponieważ na spotkaniu całą uwagę skupili na sobie Kenijczycy, mało kto dostrzegł biegaczy Ukraińskich, którzy jak się później okazało nie mieli sobie równych. Tuż po niedzielnym stracie na czoło maratonu wysunął się Lagat, dyktując zabójcze dla rywali tempo. Po pierwszych 10 kilometrach było już wiadomo, że nowy rekord wisi w powietrzu. W połowie maratonu Lagat wyraźnie jednak osłabł pozwalając się dogonić grupie Ukraińców. Wtedy też do walki o zwycięstwo włączył się Polak Jarosław Janicki. Ostatecznie przybiegł jako trzeci kilkadziesiąt metrów za Valeriyem Dekanenko i Oleksandrem Golovnitskijem. Finisz był niezwykle emocjonujący, bo Dekanenko widząc, że ucieka mu rekord maratonu gwałtownie przyśpieszył na ostatnich metrach. Udało się i teraz najlepszy czas to dokładnie 2 godziny, 23 minuty i 39 sekund. - Kenijczyk za mocno zaczął i potem zabrakło mu sił - mówił na mecie Golovnitskij. - Bardzo się cieszę, że wygraliśmy w Polsce. Dla odmiany ostatni maraton u nas w Kownie wygrał Polak - dodał.

Bieg był również wspaniałą przygodą dla małżeństwa Marka i Ewy Rybki, którzy na metę wbiegli trzymając się ręce - Doskonała pogoda, pobiłam swój rekord życiowy - mówiła pani Rybka. Moc atrakcji czekała również na kibiców. Ścianki wspinaczkowe, pokazy ratownictwa strażaków czy skoki na bungee nie interesowały jednak pani Ireny Kasprzak - Stoję tuż przy trasie i czekam na mojego wnuczka. Mam nadzieję, że sobie poradzi zaraz go zobaczę - mówiła. - Dawaj, dawaj, dasz radę - stojący obok starszy pan nie szczędził gardła by każdemu dodać otuchy.

Rozczarowani byli tylko rolkarze, którzy decyzją policji nie mogli startować - Trudno zamiast tego pobiegnę, chociaż nie stanowimy żadnego zagrożenia - Jacek Marcinkowski, prezes stowarzyszenia rolkarzy z Piły. - Wielu ludzi, którzy obawiali się o swoją kondycję wybierało właśnie rolki. Tym bardziej jest mi przykro, że rok temu nie było takich problemów, a trasa jest przecież ta sama - mówi Jacek Marcinkowski, prezes stowarzyszenia rolkarzy z Piły - dodaje Marcinkowski.

Dystans 10,5 km wybrali pracujący w Łodzi meksykanie Arias Jorge i Ortiz de Montellano Evera - Obydwaj lubimy biegać. Niestety większość naszych polskich znajomych trenuje picie piwa, ale wierzymy, że w końcu do nas dołączą - mówią. Co ważne w tym roku dopisała pogoda. Chmury, a nawet krótka ulewa była na rękę biegnącym - Deszcz wspaniale mnie odświeżył - mówi Barbara Muzyka z Warszawy. Z Wodzisławia na łódzki maraton dojechali Zbigniew Marszałkowski i Rafał Linder - Nastroje mamy doskonałe, liczymy, że uda nam się pobiec poniżej trzech godzin. Na mecie okazało się do poprawienia rekordu życiowego panu Marszałkowskiemu zabrakło ledwie kilka minut. Wzdłuż barierek swojego taty wypatrywało rodzeństwo 6 letnia Dominika i 10 letni Michał - Trzymamy wszyscy kciuki za tatę - mówiła Izabela Szkop, mama. W jaki sposób mierzono czas? Każdy zawodnik (z wyjątkiem startujących na 2,5 km) miał przyczepiony do buta specjalny chip. Na starcie i mecie ułożono maty, które "namierzały" każdego zawodnika i co do sekundy zapisywały jego czas.

Wśród startujących znalazł się Piotr Żukowski, bezdomny z dworca centralnego w Warszawie - Maratony dają mi siłę i nadzieję. Dziś zabrakło mi jednej minuty do rekordu życia - mówił.

Owacje towarzyszyły finiszującemu w biegu na 2,5 km Sebastianowi Słowakiewiczowi, który trasę przemierzył na wózku - Miałem nadzieję, na lepszy rezultat. Małe trudności miałem tylko przy przejeździe przez torowisko. Żałuję, że organizatorzy nie zmierzyli dokładnie mojego czasu - dodał.

Po czterech godzinach na mecie zameldował się pomysłodawca całej imprezy Sławomi Lachowski, prezes BRE banku - Nie miałem czasu na przygotowania więc bardzo się cieszę, że udało mi się dobiec. Jestem dumy z każdego łodzianina, który wystartował. Tu nie chodzi przecież o bicie rekordów, ale wspaniałą rozrywkę - mówił. Szczęśliwy był również najlepszy z Polaków Jarosław Janicki - Tutejszy maraton jest super - podsumował.

Maraton

Zawodnicy pochodzili z 5 państw. Do Łodzi zjechali zawodnicy z całej Polski, dokładnie 200 miast i wsi. W sumie rozdano 69 medali w różnych kategoriach. Obsługą maratonu i opieką nad zawodnikami zajmowało się ponad 300 osób.

Gazeta Łódź 

 
 
spacer.png, 0 kB

Logowanie

spacer.png, 0 kB
spacer.png, 0 kB
spacer.png, 0 kB
  spacer.png, 0 kB

Forum na Fali