|
W parku Staromiejskim grasują bandy chuliganów. Tuż przy reprezentacyjnej ulicy miasta i obok Manufaktury, która ma być wizytówką Łodzi.
Park Staromiejski, zwany popularnie parkiem Śledzia, to miejsce, w którym łodzianie lubią odpoczywać. Babcie przyprowadzają tu wnuki na spacer, przy stolikach szachowych emeryci ucinają sobie partyjki, zakochani przesiadują na ławkach. To w dzień, bo po zmroku lepiej trzymać się od tego miejsca z daleka. Do "Gazety" zgłosiło się dwóch łodzian, którzy boleśnie o tym się przekonali. Opowiedzieli nam wstrząsające historie o agresji. Bili, żeby bić Kilka dni temu 27-letni pan Krzysztof został skatowany w pobliżu parku Śledzia. - Zbliżała się godz. 23. Szedłem ze znajomym, z daleka zobaczyliśmy grupę młodych mężczyzn. Mogli mieć 20-23 lata. Byli ubrani na sportowo, nie wyglądali groźnie - relacjonuje. - Jednak gdy ich mijaliśmy, okazało się, że jest inaczej. Czterech mężczyzn zaczęło nas bić bez ostrzeżenia. Pan Krzysztof zapewnia, że napastnicy nie chcieli papierosa, telefonu komórkowego, ani portfela. - Bili, żeby bić - opowiada. - Kolega upadł i dali mu spokój. Mnie tłukli przez kilka minut. Głównie po twarzy. Zaatakowany zalał się krwią. Na koniec bandyci skonsultowali się i stwierdzili, że jednak zabiorą mu telefon komórkowy. - Powiedziałem, że oddam, żeby tylko przestali bić - mówi mężczyzna. - Zabrali telefon, odeszli. Chwilę później zobaczyłem, że wracają. Myślałem, że chcą mnie zabić. Okazało się, że idą zwrócić telefon. "Fajnie się z tobą biliśmy, to oddajemy"- powiedzieli. Pan Krzysztof ma wielokrotne złamania nosa z przemieszczeniem, krwiak w lewym oku, rozcięty łuk brwiowy. Policji nie zawiadomił. - I tak bym bandytów nie rozpoznał, bo byłem skupiony na zasłanianiu się przed ciosami - mówi. - Poza tym, gdyby nawet gdyby policjanci jakimś cudem ich zatrzymali, ci mogliby się później mścić. Bo prawo jest takie, że mogą poznać moje dane i adres. Chcieli się sprawdzić W pobliżu parku Śledzia bandyci napadli na 36-letniego pana Pawła. - Jechałem na rowerze ulicą Zgierską - opowiada. - Nagle zza drzewa wyskoczyło dwóch mężczyzn, zrzucili mnie z roweru, zaczęli bić i kopać. Kompletnie mnie zaskoczyli! Zabrali mi komórkę. Roweru nie wzięli. Pewnie za bardzo rzucałby się w oczy podczas ucieczki i nie można by go tak łatwo spieniężyć jak telefon. Mężczyzna trafił na pogotowie ze złamanym nosem i poważnie uszkodzonym okiem. Przez miesiąc dochodził do siebie. - Ci bandyci szukali okazji do bitki, chcieli się przede wszystkim sprawdzić, a przy okazji ukraść telefon - uważa. Pan Paweł nie zgłosił pobicia policji. - Wcześniej cztery razy prosiłem funkcjonariuszy o pomoc w innych sprawach. Przekonałem się, że to nic nie daje, a tylko bardziej się denerwuję. Pan Paweł często przejeżdża koło parku Staromiejskiego. - Nigdy nie widziałem patrolu policji, mimo że to kilka kroków od ul. Piotrkowskiej - mówi. Trzeba zgłaszać Obie historie opowiedzieliśmy nadkomisarzowi Jarosławowi Jasiczkowi, naczelnikowi sztabu policji i prewencji. - Umieścimy ten punkt na mapie niebezpiecznych miejsc - obiecał. - Wyślemy w rejon parku dodatkowe patrole. Nadkomisarz Jasiczek przyznaje, że policjanci rzadko dostają sygnały o niepokojących wydarzeniach w pobliżu parku Staromiejskiego. - Obaj pobici mężczyźni nie alarmowali policji. To bardzo niedobrze, bo brak zgłoszeń może dawać złudne poczucie, że w tym miejscu jest bezpiecznie - mówi. - Apeluję do łodzian, żeby nie odpuszczali chuliganom i alarmowali o wszystkich przypadkach pobić. Nawet jeśli, jak twierdzą "to niewiele da". Jeśli nie dowiemy się o zajściu, nie mamy żadnej szansy złapać sprawcy! Obu pobitych panów zapraszam do siebie. Sprawa poruszyła Karola Chądzyńskiego, wiceprezydenta Łodzi. - To niedopuszczalne, żeby w miejscu, które powinno się kojarzyć z rozrywką, grasowały bandy chuliganów - zdenerwował się. - Zajmę się tym parkiem. Najlepiej byłoby, żeby o problemach z bezpieczeństwem porozmawiać z ludźmi, który w rym rejonie mieszkają. Oni wiedzą, czego potrzeba, żeby park Staromiejski znów cieszył łodzian. Chciałbym zorganizować spotkanie w tej sprawie. Wczoraj oficer dyżurny łódzkiej policji opowiedział "Gazecie", że zgodnie z obietnicą przez weekend policyjne patrole intensywnie kontrolowały okolice parku Śledzia. Gazeta Łódź |