Najwyższa pora rozprawić sie w Łodzi z mitem, że tania siła robocza jest remedium na problemy gospodarcze Łodzi. Przyglądając się wielu opracowaniom na temat strategii rozwoju miasta Łodzi, wszędzie jako kluczowy czynnik wymienia się tanią siłę roboczą w Łodzi i dużą liczbę studentów. Od dawna jednak sygnalizujemy, że jest to ślepa uliczka i mit, który do nikąd nie prowadzi.
Gdyby tania siła robocza była jednym z głównych elementów decydujacych o lokalizacji inwestycji, to już dawno mielibyśmy w Łodzi setki fabryk i centrów usługowych. Tymczasem tak się nie dzieje. Mało tego, Procter&Gamble ani myśli o tym by budować olbrzymią fabrykę w Łodzi, pomimo, że chętnie sięga po korzyści płynące z bycie w ŁSSE. Z pewnych powodów, woli ją budować w Warszawie, pomimo wyższych kosztów. Pisałem już wcześniej o tym, że Łódź nie rozwija się jako centrum usług w takim tempie w jakim powinna (zwłaszcza słuchając o tym, że jest to idealne miejsce na centra usług). Dziś dotarły do nas kolejne informacje z poza Łodzi. Pierwsza jest o tym, że France Telecom przenosi do Polski całą obsługę ksiegowości, którą ulokuje w... Lublinie. Jest to po części zrozumiałe, jako że FT ma już swoje koneksje z Lublinem. Dużo bardziej otrzeźwiająca jest jednak druga informacja. Pamiętamy artykuły z prasy na temat tego jak nasz Urząd Miasta zaangażował się w przyciągnięcie poważnego Inwestora z Indii: W drugim artykule możemy przeczytać bardzo istotne zdanie: "Sprawdzianem dla obu miast będzie inwestycja KPIT Cummings. Hindusi mocno byli zainteresowani Wrocławiem. Jeśli Łódź przejmie tę inwestycję, będzie to jej duży sukces." Okazuje się zatem, że nie zdaliśmy niestety tego sprawdzianu z wynikiem pozytywnym. Po raz kolejny pokonał nas Wrocław pomimo tego, że są tam wyższe koszty płac i niższe bezrobocie. Podobnie jakiś czas temu zrobił Avon, który ulokował swoje centrum księgowości w Warszawie! i oferuje praconikom 4000 zł brutto, podkupując bardzo chętnie pracowników z łódzkiego Philipsa, którym się tutaj płaci na początek w granicach 2000 zł brutto. Co zatem powoduje, że droższe miasta są bardziej atrakcyjne? Aby odpowiedzieć na to pytanie proszę sobie wyobrazić, że jesteście inwestorem zagranicznym. Rozważacie kilka lokalizacji i dokonujecie skomplikowanej analizy. Główną pracę wykonujecie w arkuszach kalkulacyjnych, ale macie też kontakt z miejscem, w którym potencjalnie chcecie zainwestować. I tu jest klucz do sukcesu. Wyobraźcie sobie, że odwiedzacie kilka miast, na co macie niewiele czasu. W jednym mieście czujecie atmosferę zorientowania na sukces, czyste ulice, uśmiechniętych ludzi i rozwnięte lotnisko. W drugim mieście sama atmosfera i pewność siebie jest taka sobie. Ale cały czar pryska po wyjściu na główny deptak miasta, którego chodniki nie były myte wodą i szczotką od wieków, gdzie piękne kamienice przeplatają się z ruderami, gdzie nie ma porządnego parku wodnego, aby spędzać tam czas po pracy, gdzie większość miasta jest szara i przykurzona, gdzie nie ma sensownych połączeń lotniczych ani drużyny pierwszoligowej w żadnej liczącej się dyscyplinie sportowej! Decydujecie o inwestycji, w której Wy i Wasi bliscy pracownicy będą pracowali przez wiele lat. Gdzie byście woleli pojechać?... Nie chcę przez to napisać, że klimat i wygląd miejsca inwestycji to główny czynnik przy podejmowaniu decyzji. Niemniej, jest to jeden z podstawowych czynników, który często zaważy na decyzji bardziej niż kilkaset złotych niższe pensje dla pracowników.
|