|
Nostalgiczne zdjęcia starej i współczesnej Łodzi, kobiety przy krosnach i przechadzające się po ulicach można od dziś oglądać na wystawie w Muzeum Włókiennictwa. To fragment projektu "Moja saska, moja polska siostra" nagrodzonego przez MSZ w konkursie z okazji roku polsko-niemieckiego.
Autorkami projektu są Dorota Kaniewska i Anna Lisiewicz z widzewskiego Domu Kultury "502", które starały się odnaleźć niemieckie korzenie współczesnych łodzianek. Do pomysłu zapaliła się młodzież z pracowni fotograficznej Pałacu Młodzieży. To właśnie ich zdjęcia zawisły na wystawie. - Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że w Łodzi są takie niezwykłe miejsca. Wielkie wrażenie zrobił na mnie Księży Młyn i dawna fabryka Scheiblera, brudna, opuszczona, z plątaniną kabli i rur. W takich warunkach pracują tam jeszcze ludzie - mówi młoda fotograficzka Ania Pogorzelska. - Chcieliśmy pokazać piękno miejsc, które odchodzą, ale są ciągle urzekające, a na ich tle współczesne kobiety - mówi Jolanta Proszak, opiekunka młodych fotografików. - Stare, niemieckie fabryki, prządki przy krosnach jakby żywcem wyjęte z XIX-wiecznej rzeczywistości i współczesny cmentarz ewangelicki, a na nim krzątające się przy grobach bliskich zatroskane kobiety. Częścią projektu jest również film opowiadający o losach pięciu łodzianek z niemieckim rodowodem. Prócz najmłodszej, nastolatki - która o swych korzeniach dowiedziała się niedawno - pozostałe przeszły po wojnie piekło odrzucenia i biedy. Mimo to nie wyjechały z Polski, Łódź jest ich prawdziwą ojczyzną. - Wzruszyłam się oglądając wystawę i film. Są takie prawdziwe - mówi Helena Mielczarek, prezes Niemieckiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego, jedna z bohaterek filmu. - Trzeba pokazywać losy zwykłych ludzi. To służy pojednaniu. Lepiej niż polityka. 30 maja fotografie będą eksponowane w Chemnitz (Saksonia). A sam projekt tak bardzo się spodobał w Saksonii, że tamtejsi twórcy z Centrum Kobiet "Lila Villa" zrealizują podobny - poszukają polskich korzeni mieszkanek Chemnitz. Gazeta Łódź |