|
Kierownicy i właściciele sklepów biją na alarm: w Łodzi brakuje sprzedawców. Ekspedientów poszukują placówki spożywcze, odzieżowe, obuwnicze, salony optyczne.
Trudna sytuacja pogorszyła się, gdy pracowników zaczęli szukać właściciele sklepów w Manufakturze. Mimo iż od otwarcia upłynęło blisko trzy tygodnie, na wielu witrynach widnieją kartki z informacją o wolnych miejscach pracy. Podobna sytuacja jest w drugim dużym centrum handlowym - Galerii Łódzkiej. - Ekspedientka zrezygnowała z pracy po niespełna dwóch tygodniach - mówi Angelika Bogacka ze sklepu z artykułami dla dzieci w Manufakturze. - Musimy ją kimś zastąpić, ale nie jest to łatwe. Szukamy osoby dyspozycyjnej, najlepiej z doświadczeniem w branży handlowej. Nie zgłasza się zbyt wielu chętnych. Nie wszystkim odpowiadają też warunki, chociaż zarobki nie są u nas najgorsze. Z premią i prowizją od utargu przekracza się 1.000 zł netto. Niektórym kandydatom na sprzedawców wystarczy kilka godzin, aby przekonać się, że nie jest to ich powołanie. - Zdarza się, że po dwóch godzinach słyszę: to ja jednak dziękuję - mówi Agnieszka Misztal, kierownik sklepu obuwniczego w Manufakturze. - Nie stawiamy dużych wymagań. Doświadczenie zawodowe także nie jest niezbędne, zwłaszcza gdy ktoś wykaże się zaangażowaniem. Największy problem ze znalezieniem ekspedientów mają sklepy w Galerii Łódzkiej. Część sprzedawców, skuszona nieco większymi zarobkami, odeszła do konkurencyjnego centrum. - Ciężko ich zastąpić - podkreślają sklepikarze z Galerii Łódzkiej. - Osoby te dobrze poznały już branżę, zdobyły wiedzę o kolekcjach, nauczyły się obsługi klienta. Można było im powierzyć sklep i mieć zaufanie, że o wszystko zadbają. Nowym kandydatom trzeba poświęcić czas, uczyć ich od podstaw. Nie każdemu jednak odpowiadają zarobki, które wynoszą ok. 5 zł brutto za godzinę. Dziennik Łódzki |