|
Jak długo Kraków będzie jeszcze przeżywał boom turystyczny? Do ilu milionów rocznie turystów możemy dojść? Jak podsycać zainteresowanie miastem, a zarazem nie utonąć w morzu przyjezdnych - na te pytania musieli odpowiedzieć sobie twórcy strategii rozwoju turystyki Krakowa na lata 2007-2013.
W zeszłym roku do Krakowa przyjechało 7 mln osób. To dużo, zwłaszcza gdy pomyśli się, że o wiele większy Paryż odwiedza rocznie ok. 22 mln turystów. - W tym roku zauważyliśmy już wydłużenie się sezonu turystycznego. Obcojęzyczny gwar w knajpach słychać było już w lutym, marcu - cieszy się Katarzyna Gądek, dyrektor magistrackiego wydziału promocji, i prognozuje, że w tym roku możemy się spodziewać nawet 8,5 mln turystów. Co zrobić, by Kraków nie znudził się turystom? - Na pewno musimy unikać pułapki makdonaldyzacji turystyki, w którą wpadła Praga. Ankietowani turyści chwalili Kraków przede wszystkim za jego autentyczność. Za to, że wciąż spotyka się tu mieszkańców, kelnerów, właścicieli hoteli, a nie, jak w Pradze, wiecznie uśmiechniętych i bezbarwnych "dostarczycieli usług turystycznych" - odpowiada Michał Jakubczyk z wydziału promocji. Podkreśla, że w Krakowie dziedzictwo żydowskie też jest znacznie mniej skomercjalizowane niż w Pradze. Autorzy strategii rozwoju turystyki Krakowa, która w przyszłym tygodniu trafi pod obrady radnych, widzą przyszłość turystyki w jej specjalizacji. W Krakowie stawiają na rozwój turystyki kulturalnej, kongresowo-konferencyjnej, a także religijnej. - Z badań wynika, że tylko 30 proc. pielgrzymów przybywających do Łagiewnik ogranicza się do odwiedzenia sanktuarium. Większość chce zobaczyć też miasto. To specyfika Krakowa, bo na przykład 90 proc. pielgrzymujących na Jasną Górę nie zwiedza Częstochowy - mówi Anna Wilkońska, współautorka strategii. Twórcy strategii zdiagnozowali też największe zagrożenia dla turystycznego boomu. Pierwsze z nich to zaniechanie rozbudowy lotniska oraz budowy centrum kongresowego. - Coraz większym problemem jest też brak wykwalifikowanej kadry menedżerskiej w hotelach i restauracjach. Trudno też znaleźć dobrego kucharza. Wykształceni młodzi ludzie uciekają do pracy w Anglii lub Irlandii - zauważa Anna Wilkońska. Niebezpieczne byłoby też dorobienie się wizerunku miasta zdominowanego przez turystów. A takie zagrożenie jest całkiem realne, ze względu na niewielką powierzchnię centrum Krakowa, w którym koncentruje się ruch turystyczny. Stąd postulat rozproszenia turystów po całym mieście. Sprzyja mu zainteresowanie socrealistyczną Nową Hutą, Łagiewnikami, Podgórzem czy, na przykład, fortami. - Szczególnie pomocna w rozpraszaniu przyjezdnych jest turystyka religijna. Pielgrzymi zwiedzają nie tylko Łagiewniki, ale na przykład papieskie Dębniki czy kościoły nowohuckie: Arkę Pana w Bieńczycach czy kościół pw. Maksymiliana Kolbego w Mistrzejowicach - mówi Michał Jakubczyk. Do ilu milionów turystów rocznie możemy dojść, jeśli boom na Kraków nie osłabnie? - Myślę, że taką liczbą graniczną jest 10 mln osób. Na korzyść Krakowa wciąż działa to, że leżymy na wschodnich rubieżach Unii Europejskiej. Dla wielu turystów z Europy Zachodniej wyjazdy na wschód Europy są bardzo pociągające, ale boją się jechać np. do Lwowa. Wybierają więc Kraków - mówi Anna Wilkońska. Gazeta Wyborcza |