|
Kraków najbardziej imprezowym miastem w Polsce - organizatorzy klubowych imprez na miejsce ich promocji najczęściej wybierają nasze miasto.- Wysokie miejsca w rankingach największych klubowych ośrodków Europy to pochodna pochlebnych opinii o Krakowie w świecie - uważają specjaliści. Na promujące miasto materiały można natknąć się w zagranicznych mediach, książkach, audycjach, filmach.
Jak Polska, to Kraków - Tematy o Europie Wschodniej są teraz absolutnie na topie. Jak ten region - to Polska, jak Polska - to Kraków, jak Kraków - to, oprócz zabytków, tłumy w tutejszych klubach - mówi Andrea Roth, dziennikarka bawarskiej telewizji Bayerische Fernseher z Monachium. Roth o Krakowie nakręciła już dwa dokumentalne filmy. Wspomina ze śmiechem, że gdy półtora roku temu zaproponowała ten temat na zebraniu dziennikarzy swej stacji, już wtedy wśród nich znalazło się kilku, którzy z rozrzewnieniem wspominali szaleństwa w krakowskich klubach i popołudniowe sjesty w tutejszych kawiarniach. - Wasze lokale mają teraz podobną renomę jak praskie. Z tym że nie napadła na nie jeszcze taka masa turystów - ocenia Jurgen David, pracujący dla BF kamerzysta z Monachium. Podobnego zdania jest Bettina Sengling, dziennikarka niemieckiego tygodnika "Stern", która odwiedziła Kraków w kwietniu. - Żaden materiał o Krakowie nie może obejść się bez spojrzenia na kluby. Z tego wasze miasto słynie już w Niemczech - twierdzi. Bettina popularność Krakowa ocenia też po reklamach tanich linii na lotniskach w Londynie (w Krakowie zjesz podwójny obiad z piwem za 10 funtów) czy Budapeszcie (Kraków - pierwsze kulturalne miasto wschodniej Europy). Tu łatwo złowić turystę Popularność krakowskich lokali, wysoka frekwencja i przekonanie, że właśnie tutaj klubowe życie tętni najgoręcej, przekłada się na wydatki agencji muzycznych i impresariatów z innych miast w kraju i za granicą, reklamujących tu swe wysokonakładowe imprezy. - Billboardy, plakaty, spoty radiowe i telewizyjne, słowem wszystko, co można zobaczyć i usłyszeć - tak o reklamowym potencjale Krakowa w muzyczno-klubowej branży mówią organizatorzy lipcowego szaleństwa Heineken Open'er Festival (6-8 lipca na gdyńskim lotnisku Babie Doły zagrają m.in. Matthew Herbert, Coldcut, Kanye West, Basement Jaxx, The Streets, Groove Armada, Roger Sanchez). Wydarzenie promowane jest w Krakowie na billboardach już od trzech tygodni. - Wiadomo, że z racji mnóstwa klubów, popularności miasta wśród turystów z Polski, Europy i świata Kraków kładzie konkurencję na łopatki. Liczymy na przyjazd do Gdyni nie tylko "rdzennych" mieszkańców, ale też tych, którzy przewijają się przez wasze miasto - nie kryją organizatorzy imprezy. - Grube ryby branży rozrywkowej wiedzą, że łatwo tu złowić zarówno polskiego, jak i zachodniego turystę, który być może skusi się za jakiś czas na zabawowy wypad do innego miasta - mówi Marta Firlet-Bradshaw z internetowego portalu Cracow-life.com. Dlatego na opisujących klubowe życie Krakowa serwisach w internecie pojawiają się kampanie banerowe imprez spoza Krakowa, a na miejscowych forach dyskusyjnych promowane są imprezy z całej Polski, nawet Poznania czy Gdańska. Intensywnie reklamują się również poszczególne kluby, jak katowicka Hipnoza, warszawska Piekarnia i Mega Klub, zakopiańskie Va Va Voom i Ampstrong. Głośno również o festiwalach - jak OCE Bydgoszcz, Heineken czy Creamfields. Jak w Krakowie się impreza rozkręci... O względy gości krakowskich klubów zabiegają nawet... didżeje. - Obecność w Krakowie to dla nich reklama. Każdy z polskich didżejów chce tu grać za wszelką cenę. Podobnie wśród didżejów z zachodu: Kraków to coraz bardziej popularny kierunek. Są zachwyceni. Piękne miasto, inne miasto, tanie miasto. Chociaż gaże, jakie u nas dostają, są bardzo niskie, niektórzy chcą grać tu za przysłowiowy zwrot kosztów - mówi młody krakowski didżej Eddie Dee. Jego zdaniem za Krakowem przemawiają też inne względy - jak niskie, lub wręcz zerowe, koszty wejść do klubów, ceny drinków czy piwa - nieporównywalnie niższe niż na zachodzie Europy, w Skandynawii czy USA. - No i przede wszystkim w Krakowie, jeśli impreza rozkręci się dobrze, może trwać choćby do ósmej rano. To dla przyjezdnych wystarczający haczyk - rekomenduje mój rozmówca. Jak wielu młodych ludzi skuszonych reklamami rozrywki w innych miastach zdecyduje się jechać tam za zabawą - dokładnie nie wiadomo. Jedno jest pewne: warto się o nich bić. Gazeta Kraków |