|
Wyblakłe plany miasta, brak oznaczeń na turystycznych trasach i parkingów przed muzeami - tak witani są, odwiedzający coraz liczniej Łódź, obcokrajowcy. Od lat urzędnicy obiecują, że dogonimy Kraków i Gdańsk. Na razie jednak, wzajemnie doganiają się, pogubieni na nieoznaczonych ulicach, turyści.
Ponad 30 przewodników zrzeszonych w PTTK napisało do Urzędu Miasta petycję, w której wyliczają, co i dlaczego na zawsze może odstraszyć zwiedzających miasto. Pismo trafiło do Urzędu rok temu. Do dzisiaj przewodnicy nie otrzymali odpowiedzi. - A pracuje nam się coraz gorzej - ubolewa Elżbieta Pędziwiatr z PTTK, oprowadzająca wycieczki. - Z kierowcami autokarów umawiamy się przed wjazdem do centrum. Tam wręczamy im roboczą mapkę i wyjaśniamy, gdzie leżą obiekty, które będziemy zwiedzać - dodaje. Na osiedlu przy ul. Przędzalnianej spotkaliśmy Dorotę Piotrowicz. Jest gdańszczanką. Przyjechała zobaczyć byłe imperium włókiennictwa. - Gdyby nie moja przyjaciółka, której mąż pochodzi z Łodzi, nie odnalazłabym tego uroczego zakątka. W mieście próżno szukać tabliczek, które np. w Gdańsku kierują turystów do historycznych miejsc. Przed wjazdem do miasta znajdują się jedynie tablice informacyjne, pokazujące, jak dojechać do Galerii Łódzkiej i Manufaktury. Jak trafić do Muzeum Sztuki, Księżego Młyna lub Pałacu Poznańskiego można dowiedzieć się jedynie z przewodnika lub od przechodniów. Odpowiedzialni za turystyczny porządek wyjaśniają, że robią co mogą, ale... - Każda inicjatywa, zanim zostanie wdrożona w życie, musi przejść urzędniczą drogę, trafiając na biurka w wielu wydziałach - mówi Jarosław Nowak, dyrektor Biura Promocji, Turystyki i Współpracy z Zagranicą UMŁ. - Niebawem zamierzamy uruchomić przy ul. Piotrkowskiej punkt informacji turystycznej, w którym będzie można kupić bilety do teatrów i muzeów - dodaje "na pocieszenie". Dziennik Łódzki |