spacer.png, 0 kB
Start arrow Archiwum przeglądu mediów arrow Poza Łodzią arrow [Gazeta Wyborcza] Anglicy przyjeżdżają do Trójmiasta się zabawić
Czy wiesz, że...
Największy w Europie las w granicach dużego miasta to łódzki Las Łagiewnicki (zajmuje obszar 1200 ha).
spacer.png, 0 kB spacer.png, 0 kB

[Gazeta Wyborcza] Anglicy przyjeżdżają do Trójmiasta się zabawić Drukuj E-mail
Autor Michał Tusk   
poniedziałek, 03 lipiec 2006

Ibiza Anglikom się już znudziła.

Monciak w Sopocie, późny piątkowy wieczór, na deptaku podchmielony tłum. Obok swojskich nawoływań i przekleństw coraz częściej słychać angielskie. Dla młodych, rozrywkowych Europejczyków Trójmiasto to cel weekendowych wypadów na drinki i dziewczynki.

- Przyjeżdżają już w czwartek - mówi Marcin Stefanowski, kelner w restauracji Sphinx przy Długim Targu w Gdańsku. - Pałaszują obiadek na starówce, wieczorem jadą do Sopotu. Chwalą sobie tanie piwo i dobre imprezy. W sobotę i niedzielę w porze obiadu zajmują u nas połowę z 50 stolików.

Większość to Anglicy, Irlandczycy i Szwedzi. Jeszcze nigdy nie było ich w Trójmieście tylu. A to za sprawą tanich linii lotniczych - Gdańsk ma połączenia z pięcioma miastami w Wielkiej Brytanii, tani przewoźnicy latają także do Irlandii, Szwecji oraz Niemiec. - W każdym samolocie z Wysp Brytyjskich 20 proc. pasażerów to ludzie, którzy przyjeżdżają tu się przez dwa-trzy dni zabawić - mówi przyznaje Adam Skonieczny, dyrektor ds. analiz rynkowych w Porcie Lotniczym im. Lecha Wałęsy. A do kilkuset Brytyjczyków i Irlandczyków trzeba doliczyć drugie tyle Skandynawów schodzących na ląd z promów.

W kolejce do bramki przed popularnym sopockim klubem Copacabana stoi 27-letni londyńczyk Mark Edwards, w tygodniu menedżer w dużej korporacji: - Ibiza wszystkim się już znudziła, poza tym tam jest mnóstwo naszych.

Pytany o ulubione miejsca tylko się uśmiecha: - Każdy klub jest dobry, ważne, by był pełen ślicznych dziewczyn. Poza tym, mówiąc szczerze, nie do końca kojarzę te nazwy...

Ważne są ceny. - 50 funtów w Londynie ledwo starcza na jedną imprezę, a tutaj można za to pić przez tydzień - dodaje chwiejący się już mocno Mark.

Niektórzy przyjeżdżają na dłużej. - Pierwszy raz byłem tu rok temu na weekend - mówi Mattias Svensson, 24-letni student ze Sztokholmu. - Od nas jest tu blisko, klimat jak w Miami, a ceny - śmieszne. Przypłynęliśmy promem trzy dni temu na dwa tygodnie. Śpimy na kempingu i to jest jedyny problem - niewiele dziewczyn chce wpaść na "after party" do namiotu. Dlatego w przyszłym roku wynajmiemy w dwudziestu willę w Sopocie na cały lipiec i sierpień.

O Trójmieście dowiedział się od przyjaciela, którego dziewczyna - Polka - studiuje w Szwecji.

- O urokach nocnego życia w Trójmieście Szwedzi, Anglicy czy Irlandczycy dowiadują się najczęściej pocztą pantoflową od polskich znajomych - mówi Mariusz Andrzejczak, student z Gdańska. - Sam ściągnąłem tu kilkanaście osób, praktycznie wszyscy co roku odwiedzają polskie Wybrzeże.

Jeden z zaproszonych przez niego kolegów to 26-letni David Larcher z Liverpoolu. Po kilku dniach, a zasadzie nocach spędzonych w Trójmieście, ma już wyrobione zdanie: - Powinniście reklamować się w Europie pod hasłem: "U nas znajdziesz swoją przyszłą żonę, a nawet dwie". W Liverpoolu jest pracownikiem biura podróży i zajmuje się organizowaniem wycieczek po Europie: - W sezonie letnim Polska to dla Anglików cztery miasta: na czele Gdańsk i Kraków, a dalej Warszawa i Wrocław.

- Anglicy i Irlandczycy mają krzykliwy styl bycia, ale zachowują się bardzo grzecznie. I grzecznie płacą. Szacujemy, że 10 proc przychodów to pieniądze pozostawione przez gości z zagranicy. A to na tym rynku dużo - mówi Radek, szef klubu Atelier w Sopocie.

Gazeta Wyborcza 

 
 
spacer.png, 0 kB

Logowanie

spacer.png, 0 kB
spacer.png, 0 kB
spacer.png, 0 kB
  spacer.png, 0 kB

Forum na Fali