|
W Łodzi coraz więcej firm ma problemy ze znalezieniem pracowników. Ci, którzy zatrudniali w czasie wakacji studentów, mówią krótko: wyjechali do lepiej płatnej pracy za granicą.
- Od miesiąca poszukujemy 60 osób do pracy w trzech łódzkich sklepach - mówi Przemysław Skory z działu współpracy z mediami w hipermarketach "Tesco". - Zwykle na wakacje zatrudnialiśmy studentów, ale w tym roku się nie zgłaszają. Od kiedy otworzyły się dla Polaków europejskie rynki pracy, trudniej nam znaleźć sprzedawców czy kasjerów. Do podobnych wniosków doszedł Piotr Kopański, przedstawiciel nowo otwartego serwisu samochodowego. Od 2 miesięcy bezskutecznie poszukuje 5 mechaników samochodów ciężarowych. Ogłoszenia ukazują się w prasie codziennie, ale nikt na nie nie odpowiada. - Wszyscy, którzy w tym fachu coś potrafili, wyjechali do pracy w Anglii i Irlandii - mówi Piotr Kopański. Również Bogdan Grzeliński, właściciel firmy budowlanej, jest przekonany, że w Łodzi fachowca nie znajdzie. -Nie ma sensu szukać glazurnika, tynkarza czy murarza, bo już pracują w Irlandii - mówi. - Na rynku zostali robotnicy niewykwalifikowani, a ci mogą być jedynie pomocnikami na budowie. Kłopoty ze znalezieniem pracowników ma również restaurator z oddalonego o 16 km od Łodzi Strykowa. Od pół roku szuka kucharza (1200 zł na rękę) i pomocnika kucharza (tysiąc złotych). Bezrobotni z Łodzi, gdy dowiedzą się, że do pracy trzeba dojeżdżać 16 km, rezygnują. Choć pracowników brakuje, to nie zmienia się proponowane im wynagrodzenie. Siedząc w kasie hipermarketu można zarobić 3 zł 80 gr na godzinę. Pomocnik na budowie dostaje w tym czasie 5 zł. -W przyszłym roku zarobki w zawodach budowlanych wzrosną o 100 procent - przewiduje Grzeliński. - Już teraz pojawiają się w gazetach ogłoszenia "murarz - 250 zł dziennie". I taka będzie stawka. Express Ilustrowany |