|
Kilkaset zerwanych plakatów, kilkadziesiąt oczyszczonych słupów, parę uporządkowanych miejsc. Duże zdziwienie łodzian. A także obietnica: - Co z tego, że to zamalowujecie? W nocy i tak tu przyjdziemy i zrobimy swoje - rzuciło przez zęby paru łysych młodzieńców.
W sobotę w samo południe pod Saspolem zebrała się grupa młodych ludzi, studenci i licealiści. Postanowili zacząć porządkować Łódź. - Skoro prezydent ani radni, ani wszyscy inni odpowiedzialni za porządek nie widzą tego, musimy to zrobić sami - tłumaczył dziennikarzom Marcin Balcerzak ze Stowarzyszenia "Łódź na Fali".
Hasło rzucił kilka dni wcześniej na internetowym forum "wioorek". "Proponuję taką akcję: wybieramy ulicę i robimy porządek. Zdzieramy reklamy ze słupów, budek telefonicznych, zamalowujemy napisy. Albo nawet wyrywamy trawę z przystanków na al. Piłsudskiego."
Pomysł chwycił. W sieci i na forum rozgorzała dyskusja. Jedni byli entuzjastycznie nastawieni do pomysłu, inni gasili zapał. "Od tego są służby. To nie należy do nas. Płacimy na to podatki" - argumentowali. Jednak kilkanaście osób przyszło w sobotę z workami na śmieci, skrobakami do zdzierania plakatów, farbami i pędzlami. I zabrali się do pracy - na ul. Andrzeja Struga, Nawrot, Piotrkowskiej. W 20 minut zerwali grubą warstwę plakatów i reklam przy sklepie chemicznym na ul. Andrzeja Struga. - My to co jakiś czas zdzieramy, ale i tak wracają - przyznaje sprzedawczyni. Łodzianie zatrzymywali się przy sprzątających i pytali, co robią. - Bardzo dobrze, że się za to wzięliście, tylko całej Łodzi wam się posprzątać nie uda - stwierdziła starsza pani.
- Mam wrażenie, że gdybym był prezydentem, to w parę dni bym sobie z tym poradził - powiedział jeden z uczestników sobotniej akcji. - Jeśli nie będzie padać, za tydzień znowu się spotkamy. - I będziemy to robić, dopóki ktoś się za to poważnie nie zabierze - dodał.
Gazeta Łódź
|